Kibicujmy Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej!
Jak to dobrze, że na tegorocznym mundialu, po czterdziestu i czterech(!) latach przerwy zagościła Korea Północna! Biedny kraj, o którym napisano już wszystko, teatr marionetek niedostępny dla zachodniego świata, gdzie za fasadami pustych miast ludzie giną na zabłoconych ulicach. Skazywani na porażkę od samego początku, najpierw sensacyjnie awansowali na Mistrzostwa, teraz, po meczu przeciwko Brazylii, udowadniają, że tanio skóry sprzedać nie zamierzają.
Przyznam, że zbudowała mnie postawa Koreańczyków. Pierwszym pięknym momentem był hymn przed rozpoczęciem meczu. Jeszcze nigdy nie widziałem takiej postawy podczas wykonywania pieśni patriotycznej. Wszyscy na baczność, ze skupieniem i dumą na twarzach. Jeden z nich, wyraźnie wzruszony, płakał jak dziecko. To z jednej strony bardzo piękne, z drugiej zaś, niewyobrażalnie smutne. Poza niewątpliwą miłością do ojczyzny, jaką było widać po ich postawie, odnotować trzeba procedurę prania mózgów ludu koreańskiego. W większości nie widzieli oni lepszego świata, niż mają u siebie każdego dnia. Są zniewoleni, ich przywódca, Kim Dzong-Il ma oficjalny tytuł “Umiłowanego Przywódcy”. To bardzo znamienne. Gdyby rzeczywiście był przez swój lud umiłowany, nie potrzebowałby do tego oficjalnego tytułu. A zatem, witamy w Korei Północnej, miejscu, gdzie ZSRR w okresie szczytowego stalinizmu, przypomina wakacje na Martynice.
Realia, realiami, ale pozostaje tu jeszcze inna, bardzo ważna kwestia. Żeby przeżyć w tym kraju, trzeba mieć naprawdę silny charakter, potrzeba nieprawdopodobnej wręcz niezłomności. I właśnie ten silny charakter widziałem u koreańskich piłkarzy. Inna sprawa, że Brazylijczycy ewidentnie nie chcieli się zmęczyć. Wyglądało to tak, jakby supernowoczesny, sportowy samochód, jadąc sobie na pierwszym biegu, konkurował z wysłużonym, dogorywającym dużym fiatem. Kaka i spółka, najpewniej nie włożyli w ten mecz nawet 20% swoich możliwości. Ale co z tego? Najważniejsze dla mnie było to, że po drugiej stronie widziałem prawdziwą drużynę, skupionych na swoim zadaniu azjatyckich wojowników, którzy podejściem do rywala, walką o każdy centymetr boiska, po prostu mi zaimponowali. Dość powiedzieć, że grając w ramach swojej do bólu defensywnej taktyki, oddali aż 11 strzałów, z których 3 były celne. W meczu z Brazylią, to wzbudza szacunek. Mam nadzieję, że stać będzie tych chłopców, na sprawienie niespodzianki i uszczknięcie choćby punkcika od któregoś z pozostałych wielkich rywali.
To, że w kraju, gdzie, w myśl kononowiczowskiej idei, nie ma niczego, znajdują się ludzie, którzy wychodzą na boisko i walczą do ostatniej kropli krwi przypomina materiał na hitowy film i stanowi doskonały przykład dla każdej innej drużyny. Wyobraźmy sobie naszych piłkarzy w meczu przeciwko Brazylii. Mogę się założyć, że odprawiliby nas z dużo większym bagażem goli, a niewykluczone, że z przodu byłoby, tradycyjnie, na zero.
Kibicujmy drużynie Korei Północnej, tam grają ludzie z charakterem.
Komentarze (7)
